Każdy z nas nosi w sobie opowieść o własnej rodzinie i dzieciństwie. Moja była jak koszmar: mroczna, chaotyczna i pełna bólu. Przez długi czas myślałam, że się nie zmieni, że zawładnie mną całkowicie i na zawsze pozostanę sparaliżowana. Na szczęście się przebudziłam. Podobnie jak w baśni o śpiącej królewnie powróciłam do żywych za sprawą jednego wydarzenia. Tyle, że w moim przypadku rolę księcia odegrała wiadomość o aborcjach mojej mamy.
Do niedawna panicznie bałam się ludzi i życia. Wydawało mi się, że nie potrafię poradzić sobie z najprostszymi codziennymi problemami. Wszystkie swoje niepowodzenia i trudności wiązałam z doświadczeniami z dzieciństwa. I słusznie. Nie byłam kochanym dzieckiem. Dorastałam w rodzinie pełnej przemocy, moim chlebem powszednim były lęk, wstyd i złość.
Mój ojciec bił moją mamę, mnie i siostrę. Wolę nie pamiętać, w jaki sposób się do nas odnosił. Nienawidził nas. Żyłyśmy w ciągłym strachu przed nim. Nawet, gdy nie stosował przemocy, gdy nie ubliżał, nie krzyczał, nie bił, nie szukałam z nim kontaktu. Ukrywałam się przed nim. Moim największym dziecięcym marzeniem było nie mieć ojca. Kiedy przebywał poza domem, czułam, że jestem blisko mamy i siostry. Pragnęłam, żeby tak już pozostało, żeby nie wracał. Zawsze wracał, a mama bała się od niego odejść.
Mama ze strachu i ogromnego stresu, porzuciła mnie i moją siostrę. Nie wyjechała, ani nie znalazła sobie kochanka. Zaczęła pić. Miałam do niej ogromny żal. Zostawiła mnie i siostrę na pastwę agresywnego ojca, nie podjęła walki, nie tylko o nas dwie, ale i o siebie. Trudno mi było wybaczyć to, co zrobiła.
Gdyby jakiś czas temu zapytano mnie, co dobrego dostałam od rodziców, odpowiedziałabym: "nic". Kompletnie nic, ja jestem takim "nic-zerem"
Teraz moja odpowiedź na to pytanie brzmiałaby inaczej. Otrzymałam od mamy coś pozytywnego. Znalazłam punkt zaczepienia. Uwierzyłam, że mogę zmienić siebie i swoje życie. Kiedy dowiedziałam się, że moja mama miała dwie aborcje ujrzałam mamę w całkiem nowym świetle, jako zupełnie inną osobę...
Do tej pory byłam przekonana, że mama jest bezwolna, biernie poddaje się temu, co ją spotyka, nie potrafi zadbać o siebie i w dodatku pije. Kiedy powiedziała mi, że usunęła dwie ciąże, zrozumiałam, że nie miałam racji. Moja mama jest uzależniona od alkoholu, nie radzi sobie z rożnymi problemami, ale w sytuacjach, które wymagały podjęcia ważnej decyzji wykazała się ogromną niezależnością. Dała sobie prawo do rozważenia czy chce kolejnego dziecka oraz prawo do usunięcia ciąży.
Odkryłam, że moja mama jest odważna oraz rozsądna. Nie poddała się biernie losowi, nie urodziła bezwiednie kolejnych dzieci skazanych na dorastanie w traumatycznych warunkach. Moja mama postanowiła, że nie chce więcej dzieci i dwa razy przerwała ciążę. Są to najlepsze decyzje jakie podjęła w swoim życiu, a zarazem najpiękniejsza rzecz jaką mogła dać mi, mojej siostrze i sobie.
Mama po raz pierwszy stała się dla mnie wzorem silnej kobiety, która w krytycznych sytuacjach wie, jak zadbać o siebie, wie, kiedy powiedzieć "dość".
Kocham ją i podziwiam. Poczułam, że jest blisko, tak, jak wtedy gdy, ojca nie było i marzyłam, żeby nie wracał. Poczułam, że mnie kocha, a ja kocham ją. Poczułam, że mimo, że mogła mnie nie urodzić, zrobiła to. Zdecydowała się na donoszenie ciąży ponieważ pragnęła, żebym przyszła na świat, a nie dlatego, że była katoliczką lub, bo aborcję ustawowo zakazano, a ona nie miała pieniędzy na zabieg w podziemiu. W końcu dotarło do mnie, że byłam oczekiwanym i chcianym dzieckiem! Odzyskałam mamę, jej miłość do mnie oraz siłę. Odnalazłam coś, czego zawsze mi brakowało.
Dokonała się we mnie przemiana, wręcz rewolucja. Nie sądziłam, że jest to możliwe. Oczywiście nie pojawiła się ona z nikąd, od prawie dwóch miesięcy uczęszczałam na terapię. Chciałabym podziękować mojej terapeutce, za otwartość umysłu oraz za bycie wyrozumiałą akuszerką mojej metamorfozy. Dziękuję, że pozwoliła mi w Nią uwierzyć mimo, że chwilowo zwątpiłam - na ostatnią sesję jechałam w obawie, że zostanę poddana terapii syndromu ocalenia :-)
Moja terapia nie dobiegła końca, przede mną jeszcze dużo pracy. Zaczęłam dostrzegać, jak bardzo raniłam osoby mi bliskie. Nie jestem już rozżaloną, rozzłoszczoną dziewczynką. Czas naprawić to, co przez wiele lat knociłam: relacje z ludźmi, którzy mnie kochają i wspierają. Ogromnym darem jest mieć kogoś obok, a ja mam niejedną kochającą osobę. Oprócz mamy i siostry, które naprawdę wiele zniosły i nieraz miały mnie dosyć, jest jeszcze ktoś wyjątkowy: moja ukochana. Przede wszystkim dzięki niej podjęłam trud odkrywania siebie. Ona stworzyła mi warunki do zmiany. Mimo, że ją krzywdziłam, nadal otacza mnie miłością i stara się rozumieć. Żadne „dziękuję”, ani „przepraszam” nie naprawi moich błędów. Będę pracować nad sobą, obiecuję sobie i tobie, moja mała.


Fabryka nostalgii. O fenomenie pamięci wieku dojrzałego
Kamyki w butach. Zaproszenie do rozmowy
Zaburzenia psychiczne u osób upośledzonych umysłowo
Autyzm - epidemiologia, diagnoza i terapia
UZALEŻNIENIE OD KOMPUTERA I INTERNETU U DZIECI I MŁODZIEŻY
Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright 2001/2010 Psychotekst.pl - Psychotekst.com