

Gdy nadchodzi chwila zmierzenia si� z diagnoz� nowotworow�, ca�e dotychczasowe �ycie zostaje wywr�cone do g�ry nogami. Cz�owiek w takim momencie musi zderzy� si� z natr�tn� my�l� o w�asnej �mierci - w jednej minucie zostaje zachwiana ufno�� w jego dalsze istnienie. Pojawia si� rezygnacja, bezradno�� i bunt - stany i uczucia dot�d wypierane. Wszelkie plany i wizje przysz�o�ci staj� pod ogromnym znakiem zapytania. Dooko�a jest tylko wszechogarniaj�ca pustka podszyta strachem przed b�lem, cierpieniem, �mierci�.
Poznanie diagnozy jest momentem decyduj�cym dla wytworzenia si� u chorego obrazu w�asnej choroby. Przed zachorowaniem opinia na temat nowotwor�w jest raczej stereotypowa, dop�ywaj�ce informacje s� bardzo og�lne, niepe�ne i cz�sto czerpane z niepotwierdzonych �r�de�, np. z czasopism czy telewizji. I - co chyba najwa�niejsze - wiedza ta zajmuje marginaln� pozycj� w ca�ym systemie wiedzy o �wiecie. W momencie zdiagnozowania to umiejscowienie zmienia si� i obraz choroby zajmuje coraz bardziej dominuj�c� pozycj� w strukturze. Informacje docieraj�ce do pacjenta w tej fazie maj� ju� swoje �r�d�o we w�asnych do�wiadczeniach, obserwacji swojego stanu, wyp�ywaj� od personelu medycznego, rodziny i innych pacjent�w. Jednak najwa�niejsz� jako�ciow� zmian� zachodz�c� mi�dzy tymi dwiema fazami, jest nabranie przez cechy przypisywane chorobie bardzo indywidualnego znaczenia. Bo wiedza o tym, �e choroba nowotworowa jest ci�ka i d�ugotrwa�a, r�ni si� w specyficzny spos�b od przekonania, �e JA zmagam si� w�a�nie z tak� chorob�.
Nigdy nie mo�na w 100% przewidzie� reakcji chorego na widomo�� o nowotworze, podobnie jak spos�b prze�ywania przez niego choroby b�dzie si� ci�gle zmienia�. Jest to uzale�nione od wielu czynnik�w, nie zawsze odpowiednio zidentyfikowanych, np. od rodzaju i stadium choroby, sposobu leczenia, osobowo�ci chorego i jego wcze�niejszych do�wiadcze�, a w ko�cu od jego sytuacji rodzinnej i dost�pnej mu sieci wsparcia. Poniewa� trzeba pami�ta�, �e chory w swoim cierpieniu najcz�ciej nie jest sam. Obok odnajdujemy rodzin�, w kt�rej zdiagnozowana choroba tak�e spowodowa�a spustoszenie.
Specjali�ci wyr�niaj� swoiste fazy wsp�uczestniczenia rodziny w chorobie.
W fazie pierwszej dotycz�cej okresu postawienia diagnozy, przeprowadzenia operacji i leczenia pooperacyjnego, rodzina organizuje si� wok� choroby. Wszelkie konflikty zostaj� zawieszone a rodzin� jednoczy wsp�lny cel. Jest to czas zmiany dotychczasowego podzia�u r�l, poniewa� kto� inny musi podj�� si� zada� dot�d pe�nionych przez chorego. Dominuj�ce staj� si� postawy zwi�zane z opiek�, trosk�, altruizmem. Jednak najistotniejsz� emocj� towarzysz�c� wszystkim cz�onkom rodziny jest l�k. Dlatego te� pojawia si� tendencja do unikania konflikt�w, konfrontacji i wszelkich punkt�w zapalnych. Przewa�aj� si�y do�rodkowe wi���ce rodzin� ale r�wnocze�nie ograniczaj�ce jej kontakty z otoczeniem. Zauwa�alna jest znaczna izolacja i ukrywanie z�ych informacji.
Druga faza zawiera w sobie okres powrotu chorego do domu i etap leczenia energi� promienist�. W tym okresie postawy rodziny wobec chorego staj� si� bardziej elastyczne. Ulegaj� cz�stej modyfikacji na podstawie wsp�lnych refleksji chorego i jego bliskich - dokonuj� oni bilansu poprzedniego etapu i oceniaj� zmiany, jakie zasz�y w ich �yciu. Istnieje jednak pewna ci�g�o�� w dominacji zachowa� opieku�czych i dalsza tendencja do t�umienia konflikt�w. Cz�sto na tym etapie pojawiaj� si� problemy z akceptacj� zmian, jakie w skutek operacji i leczenia zasz�y u chorego, zar�wno fizycznych, jak i psychicznych. Zignorowanie i przyt�umienie tej trudno�ci przez rodzin� mo�e prowadzi� w niedalekiej przysz�o�ci do wzajemnych pretensji, animozji, a nawet odrzucenia. Jednak w wielu przypadkach rodziny potrafi� wytworzy� realistyczn� postaw� wobec chorej osoby - okazuj� jej swoj� akceptacj� i wsparcie, ale uwzgl�dniaj� tak�e racjonale wymagania.
Faza trzecia nast�puje zwykle wiele miesi�cy po operacji, dotyczy momentu po zako�czeniu rehabilitacji i okresie rekonwalescencji. Jest to czas niezwykle istotny dla kszta�towania si� postaw wobec chorego, poniewa� najcz�ciej znane s� ju� przewidywania co do rozwoju lub zahamowania nowotworu. Je�li nast�puje wznowienie choroby, fazy cyklu powtarzaj� si�. Gdy z kolei rokowania s� pomy�lne, rodzina stopniowo otwiera si� na �rodowisko zewn�trzne, rozlu�nia wzajemne wi�zi i granice. Jest to spowodowane tak�e zwi�kszaj�c� si� samodzielno�ci� chorego, cho� cz�sto musi si� on boryka� z uzale�nieniem od rodziny np. w sferze materialnej. Zdarza si� r�wnie�, �e nie wszyscy cz�onkowie rodziny dostosowuj� si� do zmiany i nadal podtrzymuj� nadopieku�cz� i nieadekwatn� do potrzeb chorego postaw�, co mo�e by� przyczyn� dystansowania si� chorego, kt�ry chcia�by samodzielnie stan�� na nogi i wr�ci� do codziennego �ycia.
Z przytoczonych informacji wynika wi�c, �e sytuacja choroby nowotworowej zak��ca funkcjonowanie nie tylko ca�ej rodziny jako systemu, ale te� ka�dego z jej cz�onk�w z osobna. To, w jaki spos�b podejd� do kwestii choroby, czy zaakceptuj� nieuchronne zmiany, zadecyduje o przezwyci�eniu przez nich tego kryzysu. Trudno�ci, z kt�rymi musz� si� wsp�lnie zmaga�, dotykaj� praktycznie wszystkich sfer funkcjonowania. W jednej chwili trac� kontrol� nad swoim �yciem na rzecz nieprzewidywalnej choroby. Ka�da z tych os�b b�dzie szuka�a ucieczki i pocieszenia w innym miejscu, a ich zachowania b�d� podyktowane nieu�wiadomionymi mechanizmami obronnymi. Tylko nieliczni potrafi� ju� od pocz�tku spojrze� chorobie prosto w oczy.
Cz�sto dzieje si� tak, �e zdiagnozowanie nowotworu przyczynia si� do ods�oni�cia kurtyny, za kt�r� dot�d "zmiatano" wszelkie nieporozumienia. Okazuje si� wtedy, �e osoby na poz�r sobie bliskie, nie potrafi� ze sob� szczerze i otwarcie rozmawia�. Rodzina sparali�owana strachem ucieka w zadania, a chory pozostaje sam - choroba ujawnia samotno�� w rodzinie, samotno�� - podczas gdy woko�o s� ludzie.
Z zewn�trz wygl�da na to, �e ka�dy bardzo si� stara, po�wi�ca co� na rzecz chorego, ale w rzeczywisto�ci nie zna jego potrzeb, bo po prostu z nim nie rozmawia. Podobnie jest z sam� osob� chor�, kt�ra zbyt wysoko zawiesza poprzeczk� swoim bliskim, bo czuje si� opuszczona i zepchni�ta na margines �ycia. Trzeba mie� tak�e �wiadomo��, �e wa�na jest nie tylko ch�� niesienia pomocy ze strony bliskich, ale przede wszystkim ich akceptacja siebie w roli opiekun�w, tak d�ugo i w takim stopniu, jak b�dzie to niezb�dne.
W rzeczywisto�ci boimy si� usi��� obok chorego, spojrze� mu w oczy i wys�ucha�, jak bardzo si� boi. Nieustannie odpychamy od siebie my�li o �mierci i cierpieniu, bo nie ma na nie miejsca we wsp�czesnej kulturze - s� tylko przyjemno�ci, czerpane z �ycia pe�nymi gar�ciami. Natomiast b�d�ca w naszym otoczeniu osoba chora na nowotw�r u�wiadamia nam krucho�� ludzkiego istnienia i uruchamia w nas l�ki o siebie samego, a nie ka�dy jest gotowy, �eby si� z nimi zmierzy�.
Czasem ten strach jest na tyle parali�uj�cy, �e rodzina zachowuje si�, jakby nic powa�nego si� nie dzia�o. Zw�aszcza w obecno�ci chorego udaj� beztroskich i zadowolonych, bo nie chc� pokaza�, jak bardzo przerasta ich ta sytuacja. Rozmow� z samym chorym o jego dolegliwo�ciach uwa�a si� za co� wielce niestosownego, podczas gdy on tego w�a�nie najbardziej oczekuje, ale z kolei nie chce jeszcze mocniej obarcza� bliskich swoim w�asnym brzemieniem. I w ten spos�b zamyka si� martwy kr�g braku porozumienia i komunikacji.
Bywa i tak, �e l�k przed zwerbalizowaniem swojego stanu prowadzi do sytuacji, kiedy chory, powodowany dodatkowo trosk� o bliskich, nie m�wi wszystkim ca�ej prawdy. Albo jeszcze inaczej - rodzina chc�c chroni� chorego, izoluje go od informacji. Z tym najbardziej fundamentalnym dylematem - czy i jak m�wi� o chorobie - zmagaj� si� chyba wszystkie rodziny dotkni�te chorob� nowotworow�.
Tak krytyczna sytuacja, jak choroba onkologiczna, ukazuje nam, jak wielk� warto�� ma dzielenie si� z bliskimi prze�yciami b�lu i cierpienia. Otwarta rozmowa o chorobie pozwala w odpowiedni spos�b odreagowa� napi�cia, zwerbalizowa� sw�j l�k i gniew. Rodziny, kt�rym mimo pi�trz�cych si� trudno�ci, uda si� przej�� przez ten kryzys, wychodz� z niego mocniejsze . Mi�dzy bliskimi zawi�zuje si� ni� kontaktu o unikalnym charakterze, kt�ra mo�e sta� si� pretekstem do zmian.
Nie tylko nowotw�r, ale ka�da choroba gro��ca �mierci� wyrywa nas brutalnie z ot�pienia i zaskakuje. Na taki moment nie mo�na si� przygotowa�, bo nigdy nie znajdziemy w �yciu dobrego momentu na chorob�. Jednak wcze�niej czy p�niej ka�dego z nas dotknie w pewien spos�b choroba i �mier�. Szczere i otwarte wsp�uczestniczenie z chorym w jego cierpieniu ukazuje to, co w nas najbardziej warto�ciowe i ludzkie. Dlatego rozmawiajmy ze swoimi bliskimi, komunikujmy im swoje potrzeby i miejmy oczy szeroko otwarte, aby sprosta� tak�e ich oczekiwaniom.


Zaw�d psycholog. Regulacje prawne i etyka zawodowa
Przekle�stwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej
Komunikacja niewerbalna. Autoprezentacja, relacje, mowa cia�a
Najwybitniejsze kobiety w psychologii XX wieku
Zrozumie� dziecko wykorzystywane seksualnie
B�D� NAJLEPSZ� WERSJ� SIEBIE
I �YLI D�UGO I SZCZʦLIWIE. Jak zbudowa� zwi�zek idealny?
DIAGNOZA W SOCJOTERAPII. Uj�cie psychodynamiczne
PEDOFILIA. 30 wywiad�w z pedofilami
W PU�APCE MY�LI Jak skutecznie poradzi� sobie z depresj�, stresem i l�kiem
Nie�mia�o��. Zmie� my�lenie i odwa� si� by� sob�
Zaburzenia psychosomatyczne w uj�ciu terapeutycznym
TEST DO BADANIA ROZUMIENIA MOWY U DZIECI I DOROS�YCH
Wszelkie prawa zastrze�one © Copyright 2001/2020 Psychotekst.pl - Psychotekst.com