

Syndrom presuicydalny, kt�ry chc� tutaj przybli�y�, to stan psychiczny poprzedzaj�cy samob�jstwo. Termin ten zosta� stworzony przez austriackiego psychiatr�, Erwina Ringela, kt�ry wyr�ni� trzy elementy tego syndromu: zaw�enie, agresj� hamowan� i autoagresj� oraz fantazje samob�jcze.
Chcia�am w tym artykule ukaza�, czym s� prze�ycia cz�owieka znajduj�cego si� w stanie presuicydalnym i jak bardzo ten stan jest niebezpieczny. A tak�e podarowa� osobom borykaj�cym si� z nastrojami przedsamob�jczymi nadziej�, jak� daje �wiadomo��, �e spos�b, w jaki odbieraj� samych siebie i �wiat, jest zmieniony przez stan ich umys�u. Rzeczywisto�� nie jest wcale a� tak czarna i beznadziejna, a w cz�owieku drzemie wiele si�, kt�re mo�e on odkry�, decyduj�c si� si�gn�� po pomoc.
By opis syndromu presuicydalnego by� czytelniejszy, wzbogaci�am artyku� my�lami, jakie mog�aby spisa� osoba zmagaj�ca si� z tym stanem, oraz tekstami literackimi.
Zn�w dopad� mnie ten koszmarny stan. Czuj�, �e to on mn� rz�dzi, jakby by� czym� zewn�trznym. Nie mog� ani zatrzyma� moich my�li, ani odwr�ci� ich od wizji mojej �mierci. Kiedy� my�li o tym, �e mog� uciec, uciec od osaczaj�cych mnie problem�w, uciec od przeszywaj�cego mnie b�lu psychicznego, przynosi�y ulg�, a teraz coraz bardziej przejmuj� nade mn� kontrol�. Patrz� na n� i widz� jak u�miecha si� do mnie z�owieszczo. Chwytam za niego, my�l�c: "Niech to wreszcie si� sko�czy, ju� nie mog� tak dalej", a za chwil� rzucam go w k�t i tul�c sam� siebie, szepc�: "Niech kto� przyjdzie. Przytul mnie. Pom�". Ale przecie� jestem sama i tylko ja mog� wygra� b�d� przegra� z pragnieniem �mierci.
Trudno chyba znale�� osob�, kt�rej nie zdarzy�oby si� my�le� o ucieczce od problem�w za pomoc� samob�jstwa. Takie my�li daj� chwilow� ulg� i pewne poczucie bezpiecze�stwa na zasadzie, �e gdy ju� nawarstwi si� zbyt wiele problem�w, gdy cierpienie b�dzie nie do wytrzymania, to pozostaje nam ucieczka w �mier�. Je�li jednak zaczynamy ucieka� w �wiat fantazji samob�jczych zbyt cz�sto, to staje si� to niebezpieczne. Coraz cz�ciej uciekamy od realnych problem�w i coraz trudniejsze staje si� zmierzenie z rzeczywisto�ci�. W pewnym momencie przestajemy mie� kontrol� nad wyobra�eniami o samob�jstwie i zaczynaj� si� nam one natr�tnie narzuca�. Cz�sto pojawia si� l�k, �e ten samob�jczy impuls przejmie kontrol�, pomimo tego, �e wcale nie jeste�my jeszcze pewni, czy chcemy umrze�. Zw�aszcza, �e w stanach presuicydalnych rzadko zdarza si�, �e kto� jest pewny swojej decyzji, zwykle pojawia si� ambiwalencja mi�dzy �yciem i �mierci�. R�wnie silne jest pragnienie �ycia, jak �mierci i czasami drobne zdarzenie przewa�a szal� na jedn� b�d� drug� stron�. Jest to albo drobne niepowodzenie, albo zdarzenie daj�ce nadziej�, �e jeszcze b�dziemy �yli tak, jak tego pragniemy. Najniebezpieczniejszym momentem jest ten, gdy po okresie wyobra�e� w�asnej �mierci, spo�r�d wielu potencjalnych mo�liwo�ci, wybieramy jeden rodzaj samob�jstwa. Wtedy pojawia si� przemo�na presja dzia�ania, bo wyobra�enia staj� si� konkretne i o wiele �atwiej jest je wprowadzi� w czyn. Dlatego, gdy oddajemy si� fantazjom samob�jczym, warto pami�ta�, �e jest to tylko chwilowa ulga, kt�ra tak naprawd� jest ucieczk� od realnego �ycia. Warto znale�� w sobie si��, by powiedzie�: "Stop!", nim b�dzie za p�no, i zacz�� szuka� konkretnych rozwi�za� naszych problem�w. P�ki �yjemy, mo�emy jeszcze wszystko zmieni� i zacz�� �y� tak, jak tego pragniemy. �mier� zabija t� mo�liwo��.
Ci�gle kto� ode mnie czego� oczekuje. Zr�b to, za�atw tamto, u�miechnij si�. A ja nie potrafi�. Kul� si� w sobie. Nie mog� sprosta� tym wszystkim oczekiwaniom. Chcia�abym, by te wszystkie przeszkody, poprzeczki, kamienie na mojej drodze znikn�y. A one si� pi�trz�. I ju� nie wiem, czy jest ich tak du�o, czy to tylko moja s�abo��. Inni przecie� �yj� normalnie, jako� sobie radz� i jeszcze zdaj� si� by� szcz�liwi. Czy nie mog� sta� si� na chwil� bezradnym dzieckiem, kt�rym kto� si� zaopiekuje? Ale ja spadam w d�, nie mog�c nawet dosi�gn�� dna. Spadam i spadam. Nie widz� ju� S�o�ca i dusz� si�. I wiem, �e albo czeka mnie wieczny b�l, albo w ko�cu zdecyduj� si� na ten ostateczny krok. �mier� to jedyne �wiat�o, jakie dostrzegam w tunelu swojego cierpienia, bo ju� nic nie jest mi w stanie pom�c. To jedyny skuteczny spos�b, by uciec od tego wszystkiego.
Zaw�enie sytuacyjne charakteryzuje si� brakiem r�wnowagi mi�dzy wymaganiami otoczenia a mo�liwo�ciami jednostki. Samych siebie spostrzegamy wtedy jako bezradnych, s�abych i zdanych na �ask� losu, natomiast otoczenie jawi nam si� jako nieprzyjazne, wrogie, obce i stawiaj�ce niemo�liwe do zrealizowania wymagania. Problemy nawarstwiaj� si� i zdaj� si� nam by� nie do przezwyci�enia. One s� ogromne, a my przecie� tacy malutcy i bezbronni. Znajdujemy si� jakby w ciasnym tunelu, kt�ry skutecznie ogranicza nasze pole widzenia. Przez ten stan osaczenia i negatywne nastawienie nie dostrzegamy mo�liwo�ci alternatywnych, kt�re cz�sto kto� stoj�cy z boku znajduje bez problemu. Widzimy tylko jedno wyj�cie z sytuacji, kt�re - w opozycji do innych rozwi�za� - idealizujemy.
Boj� si�, �e zrobi� sobie krzywd�. Mam wra�enie, �e ju� nie panuj� nad sob�. To jest jak przymus zabicia si� i mam wra�enie, �e walcz�c z tym tylko oddalam wyrok, kt�ry i tak musi zosta� wykonany. Pr�buj� uchwyci� si� jaki� mi�ych wspomnie�, ale tak trudno jest mi do nich dotrze�. Widz� tylko nikn�cy obraz swojego u�miechu, bliskich mi ludzi. Nie mog� sobie przypomnie�, jak brzmi �piew ptak�w. Wszystko jest przyt�umione i jakby za mg��, nie mog� poczu� rado�ci, kt�r� przecie� kiedy� musia�am czu�. Pami�tam natomiast wszystkie swoje upadki. B�l, smutek, samotno��, pora�ka, bezradno��, o�mieszenie, nieudolno��, wstyd, strach, kolejna nieudana pr�ba podniesienia si�, tak, to wci�� mi towarzyszy. Wszystko co dobre jest przej�ciowe, jest z�udzeniem. Szepcz� do siebie: "Jeszcze b�dzie dobrze" i sama sobie odpowiadam: "Nie. Nigdy tak naprawd� nie by�o. Nawet jak si� podniesiesz, to i tak zn�w upadniesz i tak b�dzie ju� zawsze". Brakuje mi ju� si�. Jestem okropnie zm�czona walk�, w kt�rej przegrywam wszystkie bitwy i wiem, �e wojny ju� nie wygram. Patrz� na zegar. Mam wra�enie, jakby wskaz�wki zamar�y. Kolejne sekundy mijaj� powoli, bole�nie. A ja czekam, chocia� nie mam na co. Przesz�o�� i przysz�o�� zlewaj� si� w jedno. I ju� nie wiem, czy bardziej jestem s�abym i zdanym na �ask� innych dzieckiem, czy te� star� kobiet�, kt�rej nie starcza ju� na nic si�. Czas stan�� wraz z moim �yciem. Przecie� to cierpienie i niepowodzenia s� wystarczaj�cym powodem, by st�d odej��. Jaki sens ma takie �ycie? Tylko szaleniec by z niego nie zrezygnowa�.
Zaw�enie dynamiczne przejawia si� przede wszystkim siln�, wewn�trzn� presj� pchaj�c� nas ku �mierci. Zaczynamy wtedy traci� kontrol� nad tym samob�jczym impulsem, pojawia si� l�k i uczucie bezsilno�ci wobec tej si�y, o czym ju� wspomina�am przy okazji opisywania fantazji samob�jczych. Jest to moment, kiedy koniecznie trzeba si� zwr�ci� po pomoc, bo silna wola w pewnym momencie cz�sto okazuje si� niewystarczaj�ca. W stanie tym dochodzi do silnej racjonalizacji negatywnych emocji. Nie dostrzegamy ju�, �e patrzymy na �wiat przez owe czarne okulary i wszystkie nasze my�li, emocje, zachowania przesi�kni�te s� pesymizmem. Wydaje nam si�, �e patrzymy na nasze �ycie obiektywnie i realistycznie, a jedynym racjonalnym wyj�ciem z sytuacji jest �mier�. Jest to jednak z�udzenie, kt�rym mami nas nasz zm�czony i spragniony odpoczynku umys�. Jakkolwiek spokojna i rzeczowa wydaje nam si� decyzja o samob�jstwie, tak naprawd� podyktowana jest emocjonalnym zaw�eniem. Z �atwo�ci� spostrzegamy wtedy nasze �ycie jako pasmo pora�ek, natomiast wspomnienia pozytywne przywo�ujemy z trudem i s� one zwykle bardzo og�lne, co nie pozwala nam poprawi� sobie przy ich pomocy samopoczucia. Mamy silne poczucie, �e nasze bolesne prze�ycia b�d� si� wci�� powtarza� w ten sam spos�b. Czas dla nas stan�� w miejscu, bo wci�� obracamy si� w tej samej atmosferze zm�czenia i bezradno�ci, przez co nie pozwalamy sobie na do�wiadczenie czego� nowego, co by wyrwa�o nas z tego b��dnego ko�a. Dlatego tak bardzo potrzebny jest wtedy drugi cz�owiek, kt�ry pomo�e nam odkry�, �e poza tym sm�tnym �wiatem istnieje tak�e �wiat, w kt�rym mo�emy otrzyma� wsparcie i nauczy� si� na nowo u�miecha�.
"Na tych kra�cach samotno�ci wreszcie nikt nie m�g� spodziewa� si� pomocy s�siada i ka�dy pozostawa� sam ze swoj� trosk�. Je�li kt�ry� spo�r�d nas pr�bowa� przypadkiem zwierzy� si� lub powiedzie� co� o swoim uczuciu, wszelka odpowied�, jak� otrzymywa�, najcz�ciej go rani�a. Zdawa� sobie w�wczas spraw�, �e jego rozm�wca i on nie m�wi� o tym samym. On bowiem wypowiada� si� z g��bi d�ugich dni rozmy�la� i cierpie�, i obraz, jaki chcia� przekaza�, wypala� si� wolno w ogniu oczekiwania i nami�tno�ci. Drugi za� wyobra�a� sobie konwencjonalne uczucie, tuzinkowe cierpienie, seryjn� melancholi�. �yczliwa czy wroga, odpowied� zawsze by�a niew�a�ciwa i trzeba by�o wyrzec si� rozm�w. Albo te� ci, dla kt�rych milczenie sta�o si� nie do zniesienia, zgadzali si� na j�zyk rynku, skoro nie mogli znale�� prawdziwego j�zyka serca, i oni tak�e m�wili w spos�b konwencjonalny, j�zykiem zwyk�ego sprawozdania, dobrych wiadomo�ci, codziennej kroniki. Tu zn�w najprawdziwsze cierpienie przywyk�o si� wyra�a� w banalnych formu�kach. Tylko za t� cen� wi�niowie d�umy mogli zdoby� wsp�czucie dozorcy czy zainteresowanie s�uchaczy".
(Albert Camus „D�uma”)
Codziennie spotykam ludzi, niby znajomych a obcych, wymieniamy par� zda� i ka�dy z nas idzie w swoj� stron�. Mam wra�enie, �e nasze kontakty s� niczym gra na scenie. S�owa nie p�yn� z g��bi serca, a kurtyna przecie� za chwil� i tak spadnie. Na tej scenie czuj� si� chyba jeszcze bardziej samotna ni� zamkni�ta sama w pokoju, ws�uchuj�c si� w cisz� czy niedotycz�ce mnie rozmowy dobiegaj�ce zza okna. Przemykam si� ulicami, robi� zakupy, wsiadam do tramwaju i wola�abym sta� si� niewidzialna. Boj� si� tych spojrze�, niewidz�cych, oboj�tnych, pogardliwych. Czasami pr�buj� powiedzie� co� o sobie. Czasami m�wi� komu� cicho, �e boli mnie tam, w �rodku. Ale s�ysz�, �e to nic nadzwyczajnego, �e ka�dego co� tam uwiera. Odziera mnie to z mojej indywidualno�ci. Albo s�ysz�, �e przejdzie, jak sko�czy si� jesie� czy zima, �e b�dzie dobrze i mam si� cieszy�, bo mam co je��. I przestaj� m�wi�. Dostosowuj� si� do swojej roli. Kiwam pokornie g�ow�. I id� dalej, odwracaj�c wzrok.
Czasami przywi�zujemy si� do drugiej osoby tak symbiotycznie, �e od jej uczucia uzale�niamy nasze �ycie lub �mier�. Gdy ta osoba odchodzi, okazuje si�, �e pozostali�my w kompletnej pustce, bo wszystko, co mieli�my i mogli�my mie�, po�wi�cili�my dla niej. Nagle przestajemy by� potrzebni, a bycie potrzebnym tej konkretnej osobie stanowi�o przecie� sens naszego �ycia. Zapomnieli�my, �e rozwijaj�c si� i dbaj�c o siebie stajemy si� atrakcyjniejsi dla tej drugiej osoby.
Czasami zostali�my tak mocno zranieni, �e trudno jest nam zaufa�. Jeste�my wtedy wyczuleni na ka�dy sygna�, kt�ry m�g�by �wiadczy� o zniecierpliwieniu, braku akceptacji czy odrzuceniu. Gdy go wychwycimy, czy - jeszcze cz�ciej - gdy zdaje nam si�, �e tak jest, to odchodzimy, by uchroni� si� od kolejnego zranienia, a tak naprawd� skazuj�c si� na samotno��.
Jeszcze inni z nas powtarzaj�, �e wol� samotno��, bo nie s� im potrzebni inni ludzie. A przecie� tak smutno jest nie mie� z kim podzieli� si� swoj� rado�ci� czy zw�tpieniem. Niekiedy twierdzimy, �e przecie� mamy znajomych w pracy czy w szkole, �e spotykamy si� z tym czy owym, ale kiedy dopada nas wewn�trzny b�l, okazuje si�, �e nie ma takiej osoby, kt�r� mieliby�my odwag� poprosi� o pomoc.
Nie zapominajmy, �e warto jest szuka�, pr�bowa� i dba� o relacje, bo drugi cz�owiek nierzadko jest tym pomostem, kt�ry ��czy nas z �yciem.
1) Zmniejszenie poczucia w�asnej warto�ci
Po co m�wi�, jak nikt nie s�ucha? Poza tym nie mam nic ciekawego do powiedzenia. To, co czuj�, jest dziwne i lepiej to ukry� g��boko w sobie. Moje zdanie, moje potrzeby nie s� wa�ne. Gdy je ujawni�, kto� b�dzie cierpia�. Nikt nie t�skni za moj� obecno�ci�. Nikt nie zauwa�a, gdy jestem i gdy mnie nie ma. On mnie nie potrzebuje i ja sama nie ciesz� si� z tego, �e zosta�am pocz�ta. Nie zmieni� �wiata na lepszy, nie stworz� nowej symfonii, nie napisz� wiersza, przy kt�rym kto� si� wzruszy. Nie sprawi� nikomu rado�ci, bo samej sobie jej da� nie potrafi�. Jestem �a�osna, gdy p�acz�. Jestem �a�osna, gdy marz�, �e kto� mnie kiedy� pokocha. Kto m�g�by mnie kocha�, je�li mog� by� tylko ci�arem ze swoimi �miesznymi l�kami? Wstaj�c rano, pytam sama siebie: "Czy moje istnienie ma jakikolwiek sens?".
Osoba, kt�ra nie czuje si� dla siebie wa�na, kt�ra jest wobec siebie nadmiernie krytyczna i nie dostrzega w�asnych potrzeb, jest szczeg�lnie nara�ona na ryzyko samob�jstwa. Od stwierdze�: "Jestem bezwarto�ciowy/-a", "Jestem beznadziejny/-a", "Jestem nikim" ju� tylko krok do zadania sobie pytania: "Po co ja w og�le �yj�?". To niskie poczucie w�asnej warto�ci cz�sto wynika z niedostatk�w otrzymanej mi�o�ci i akceptacji w dzieci�stwie. Dlatego tak wa�ne jest, by samemu si� ow� mi�o�ci� otacza�. Zauwa�a� swoje potrzeby i stara� si� je zaspokaja�. Dostrzega� swoje du�e i drobne osi�gni�cia. Nie zadr�cza� si� niepowodzeniami, kt�re zdarzaj� si� przecie� wszystkim. Warto rozejrze� si� czasem wok� i przyjrze� si� osobom, kt�re �miej� si� z sytuacji, kt�re my wytykaliby�my sobie latami. A mo�e i otwarcie spyta� blisk� osob�: "Za co mnie lubisz czy kochasz?". To takie wa�ne, �eby dba� o siebie, o zdrowie, odpoczynek i zapewnia� sobie cho�by ma�e przyjemno�ci.
2) Brak stosunku do warto�ci, dewaluacja niekt�rych dziedzin �ycia
Rozgl�dam si� wok� i wszystko wydaje mi si� takie martwe. Mam wra�enie, �e oddziela mnie od �wiata jaka� szyba albo �e to nie jest moje �ycie, tylko sen, z kt�rego za chwil� si� obudz�. Czuj� si� taka pusta w �rodku. Niedawno b�aga�am, by moja rozpacz min�a, a teraz za ni� t�skni�, bo nie czuj� nic. Niby jest spokojnie, ale to jaki� zgni�y spok�j, przesycony oboj�tno�ci� i odr�twieniem. Nie tylko ju� si� nie �miej�, ale tak�e nie p�acz�, gdy innych przeszywa smutek. W�a�ciwie nic mnie ju� nie interesuje. Nie mam ochoty ani rozmawia�, ani czyta�, ani gdzie� wyj��. Jestem jak zamkni�ta w grobie za �ycia i tylko siedz� zastyg�a w bezruchu.
Gdy czujemy si� niepewnie, a sytuacje �yciowe staj� si� dla nas zbyt trudne, to zaczynamy ucieka� od konfrontacji z problemami. To unikanie trudno�ci pocz�tkowo przynosi ulg�. Ale jest to w istocie pocz�tek b��dnego ko�a, bo stopniowo zaczynamy popada� w coraz wi�ksz� pustk�. Kiedy nie podejmujemy wyzwa�, nie mamy tym samym szansy podwy�szy� swojego poczucia w�asnej warto�ci. R�wnocze�nie rezygnuj�c z wszelkich aktywno�ci, przestajemy do�wiadcza� emocji z nimi zwi�zanych. A� dochodzi do momentu, gdy zaczynamy czu� si� nikomu niepotrzebni, bo ca�kowicie usun�li�my si� w cie� i przestali�my zar�wno poszukiwa�, jak i d��y� do osi�gni�cia jaki� cel�w �yciowych. Przestajemy wtedy czegokolwiek pragn�� i gdy nawet uda nam si� zrealizowa� jakie� dawniejsze pragnienie, to nie przynosi nam to ju� rado�ci. Tkwimy w swoim wewn�trznym �wiecie, kt�ry z pozoru jest bezpieczny, ale tak naprawd� jest wi�zieniem, kt�re coraz bardziej si� kurczy. �wiat zewn�trzny staje si� coraz odleglejszy i osnuty coraz wi�ksz� oboj�tno�ci�, a my stajemy si� tylko beznami�tnymi obserwatorami swojego �ycia. Samob�jstwo zdaje si� wtedy by� nadziej� na przerwanie tej dusz�cej nas monotonii i wzbudzenie w sobie jakichkolwiek emocji. Wida� tu nie tylko, jak z�udne jest uciekanie od problem�w, o czym ju� wspomina�am, ale - jak du�e ma znaczenie posiadanie jakiej� pasji, dzi�ki kt�rej wyra�amy sw�j system warto�ci i kt�ra daje nam poczucie sensu i spe�nienia.
Czasami nienawidz� tego �wiata, gdy widz�, ile jest w nim okrucie�stwa. Gdy my�l� o Bogu, to nie widz� go w mi�o�ci, a tylko we �zach biednych dzieci, w ludzkim okrucie�stwie czy w piskl�ciu, kt�re wypad�o z gniazda, bo by�o najs�absze. �wiatem rz�dz� okrutne prawa przyrody. Jednostki s�abe i nieprzystosowane albo gin�, albo skazane s� na wegetacj�. Nienawidz� tego �wiata, a nienawidz�c go, nienawidz� te� siebie, bo jestem jego cz�stk�, bo jestem za s�aba, by co� w nim zmieni�, by zdj�� z otaczaj�cych mnie istot cierpienie.
Samob�jstwo jest ostatecznym aktem autoagresji i to zdaje si� by� oczywiste. Natomiast cz�sto zapomina si� o tym, �e na�adowane jest te� pot�n� dawk� agresji wymierzon� w innych. Mo�e ono by� rezultatem og�lnego rozgoryczenia �wiatem, kt�ry nie spe�nia naszych potrzeb, ale pod tym szerokim poj�ciem "�wiata" zwykle kryj� si� konkretne osoby, bo jak twierdzi Jamison: "Nie odbiera sobie �ycia nikt, kto przedtem nie chcia� zabi� lub przynajmniej nie pragn��, by umar� kto� inny". Cz�sto te� pojawia si� tu ambiwalencja emocjonalna mi�dzy mi�o�ci� a nienawi�ci� i - tym samym - mi�dzy ch�ci� bycia uratowanym przez ukochan� osob� a ch�ci� ukarania jej swoj� �mierci�. Owa kara, okre�lona przez Adlera jako "zemsta samob�jcy", jest wynikiem nagromadzonej bezsilnej w�ciek�o�ci i �alu, kt�rych osoba nie potrafi�a wyrazi� wprost i inaczej ni� przez obci��enie bliskich poczuciem winy za jej �mier�. Jest to dow�d na to, jak wa�na jest nauka wyra�ania emocji, i dow�d na to, �e t�umione emocje wcale nie znikaj�, tylko w kt�rym� momencie wybuchaj� z ogromn�, destrukcyjn� si��.
Zabijanie si� wymaga po�wi�cenia temu wiele energii, energii, kt�ra mog�aby by� ukierunkowana na budowanie takiego �ycia, o jakim cz�owiek marzy. Nie warto zosta� zapami�tanym jako mistrz autodestrukcji i nie warto d��y� do mistrzostwa w �yciu, odbieraj�c sobie prawo do pora�ek. Cz�owiek mo�e naprawd� wiele - mo�e przerwa� �a�cuch b�lu, mo�e poprosi� o pomoc i t� pomoc przyj��, mo�e zmieni� wiele w swoim �yciu - i jest tylko jedno, co zabija ten ca�y cenny potencja� - samob�jstwo, w kt�rym nie ma przysz�o�ci.

Zaw�d psycholog. Regulacje prawne i etyka zawodowa
Przekle�stwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej
Komunikacja niewerbalna. Autoprezentacja, relacje, mowa cia�a
Najwybitniejsze kobiety w psychologii XX wieku
Zrozumie� dziecko wykorzystywane seksualnie
B�D� NAJLEPSZ� WERSJ� SIEBIE
I �YLI D�UGO I SZCZʦLIWIE. Jak zbudowa� zwi�zek idealny?
DIAGNOZA W SOCJOTERAPII. Uj�cie psychodynamiczne
PEDOFILIA. 30 wywiad�w z pedofilami
W PU�APCE MY�LI Jak skutecznie poradzi� sobie z depresj�, stresem i l�kiem
Nie�mia�o��. Zmie� my�lenie i odwa� si� by� sob�
Zaburzenia psychosomatyczne w uj�ciu terapeutycznym
TEST DO BADANIA ROZUMIENIA MOWY U DZIECI I DOROS�YCH
Wszelkie prawa zastrze�one © Copyright 2001/2020 Psychotekst.pl - Psychotekst.com