

To by� ten dzie�. Dzisiaj mia�a spotka� si� z rodzicami. Nie pami�ta, kiedy ostatnio u nich by�a, chyba miesi�c temu, a wcze�niej ponad rok, jako� tak. Zn�w czu�a to podekscytowanie, przeplatane smutkiem i zdenerwowaniem. Jak b�dzie? Wyobra�nia podsuwa�a wiele scenariuszy, mniej lub bardziej optymistycznych. Od wersji pijanych �pi�cych na kanapie, do trze�wych w dobrych humorach, cokolwiek by to znaczy�o. Okaza�o si�, �e kto� mo�e j� podwie�� i b�dzie szybciej. Z jednej strony cieszy�a si�, bo chcia�a ju� tam by�. Z drugiej - czu�a, �e b�dzie za szybko i nie jest jeszcze na to gotowa. Powinna si� przyzwyczai� do tego uczucia "chc� - nie chc�". Towarzyszy�o jej przy podejmowaniu prawie ka�dej decyzji.
Wysiad�a na swojej ulicy. S�o�ce znika�o powoli za budynkami. Gdzieniegdzie jeszcze przeb�yskiwa�o, tworz�c z�ote refleksy na starych murach. Mija�a szybko kolejne budynki, szko�a wygl�da�a na opuszczon�, zniszczone ceg�y i zaniedbany teren. Spod br�zowych li�ci przebija� szary, wyszczerbiony chodnik. Wszystko wok� podupad�o. Kocha�a to miasto i w nim czu�a si� jak u siebie a jednak wywo�ywa�o w niej przygn�biaj�cy smutek.
Wesz�a do bramy, poczu�a ch��d, zapach st�chlizny i dymu z papieros�w. Zadzwoni�a do drzwi. Otworzy�a matka. Chuda, niska, zniszczona kobieta, wygl�daj�ca na co najmniej 10 lat wi�cej. Ta sama kobieta, kt�rej kiedy� si� ba�a… Pasowa�a do tego domu. W przedpokoju panowa� p�mrok, pomimo tego widzia�a rozsypuj�ce si� meble i brudne �ciany. Nic si� nie zmieni�o. Matka u�miechn�a si� na jej widok. Wida� ucieszy�a si� z jej przybycia. Ona te� si� ucieszy�a. Zza matki wyskoczy� pies, radosny i taki jasny. Jakby przypadkiem znalaz� si� w tym miejscu. Cz�sto by�o jej wstyd, �e tylko za nim tak naprawd� t�skni�a. Wesz�a do pokoju, ojciec sta� przy oknie i co� naprawia�. U�miechn�� si� i zacz�� szybko opowiada�. Matka r�wnie� zacz�a m�wi� w tym samym czasie, zupe�nie o czym� innym. Jak za starych „dobrych” czas�w. Ka�dy m�wi�, nikt nie s�ucha�. Czu�a powoli narastaj�c� irytacj�. Zacz�a chodzi� bez celu po mieszkaniu, nie mog�a usi���. Gdy wesz�a do swojego dawnego pokoju, w kt�rym teraz mieszka� brat, przygniot�a j� pustka. Zimno, ponuro i brudno. Nic si� nie zmieni�o, mo�e tylko jest jako� ciemniej ni� zwykle. A mo�e to jej wyobra�nia.
Sta�a i bi�a si� z my�lami. Ju� nie mo�e tutaj by�. Chce wyj��. Stara�a si� by� uprzejma i mi�a. Odpowiada�a na pytania matki, co u niej. Wys�uchiwa�a, co u nich. �a�owa�a, �e przysz�a, �e to czuje. Przecie� to jej dom, DOM RODZINNY. Tak wiele by�o z�ych skojarze�, wspomnie�. Ogarnia�a j� przyt�aczaj�ca samotno��, parali�uj�cy l�k. Poczucie, jakby znalaz�a si� w potrzasku.
Przypomnia�a sobie moment z dzieci�stwa, gdy po szkole wesz�a do domu i poczu�a si� zupe�nie sama. Rodzice jak zwykle spali. Ogarn�� ja wtedy przeszywaj�cy strach i wszechogarniaj�ca pustka. Wtedy nie wiedzia�a, �e uczucia te nie b�d� chcia�y jej opu�ci�.
Powiedzia�a, �e musi ju� i��, bo nie zd��y kupi� biletu na poci�g. Zmartwili si�, �e by�a tak kr�tko. Chyba by�o im przykro. Jej te�. Wszystko by�o dla niej przykre, widok matki, wspomnienia. Wra�enia, �e nic jej z nimi nie ��czy a zarazem potrzeba, by by� blisko.
Gdy wysz�a na ulic� spojrza�a na zegarek, wytrzyma�a tam 20 minut.
W pokoju by�o bardzo jasno. Promienie s�o�ca odbija�y si� od kremowych �cian, o�wietlaj�c ka�dy k�t. Tylko w takich pomieszczeniach czu�a si� dobrze, bezpiecznie. Ma�e dziecko siedzia�o na dywanie, wydawa�o z siebie piski i pomruki zadowolenia. W r�czkach obraca�o pluszowe zwierz�tko. Ona sta�a w kuchni, patrzy�a jak dziecko si� bawi. U�miecha�a si� widz�c, jakie robi post�py. Jeszcze niedawno by�o zupe�nie zale�ne od niej. Wtedy by�o ci�ko. Przera�a�a j� ta odpowiedzialno��. Teraz coraz cz�ciej zdarzaj� si� jej chwile rado�ci.
Zanim podj�li decyzj� starania si� o dziecko, przesz�a wiele wewn�trznych dyskusji. Wiedzia�a, �e pocz�tki s� trudne, przewidywa�a r�ne sytuacje. Okaza�o si�, �e nie wzi�a pod uwag� tego, z czym tak naprawd� musi si� zmierzy�. Niezale�nie od tego, jakie b�dzie to male�stwo. Bardzo absorbuj�ce czy s�odki, u�miechaj�cy si� bobas. To, czemu mia�a stawi� czo�a, to by�a ona sama.
Nie spodziewa�a si� uczu�, kt�re pojawi�y si� ju� od samego pocz�tku ci��y. Planowa�a dziecko a zamiast rado�ci ogarnia� j� smutek i strach. Ba�a si�, �e nie pokocha dziecka, nie b�dzie potrafi�a by� rodzicem. Przera�a�a j� my�l, �e mo�e by� zimna i okrutna. Gdy wspomina�a bliskim o obawach, to s�ysza�a, �e da rad�. Przecie� nie pije i jest ca�kiem inna ni� jej matka. Tego, �e pi� b�dzie, si� nie ba�a.
Ba�a si� jeszcze czego� innego. By�o co�, co stara�a si� ukrywa�, nawet przed sam� sob�. To co� by�o 10 lat temu i nazywa�o si� depresja. Mo�na powiedzie�: posag z jej domu. �wiadomo��, �e kiedy� mo�e powr�ci�, by�a nie do zniesienia.
Zawsze mia�a jakie� zwierz�ta, by�y jej potrzebne, by samej czu� si� potrzebn�. Tylko czy to wystarczy? Mia�a wra�enie, �e jej matka i babcia od strony matki nie s� stworzone do posiadania dzieci i ona r�wnie�. Nigdy zreszt� dzie�mi si� nie interesowa�a, nawet - pono� uroczymi - niemowl�tami. Jednak decyzj� podj�a. Nie wie, czy to wiek, czy przekonanie, �e nale�y dziecko mie�, czy w�asna potrzeba.
Czas ci��y wi�za� si� z m�cz�c� bezsenno�ci�. Ci�g�e zmartwienia czy da rad� by� dobr� matk�, p�niej - czy dziecko urodzi si� zdrowe? Czy uda si� jej go nie skrzywdzi�? Gdy pojawi�o si� na �wiecie, wszystko si� zmieni�o. By�o malutkie i zupe�nie zale�ne od nich - rodzic�w. Bardzo si� stara�a, hormony szala�y i uczucia r�wnie�. Z jednej strony odda�aby �ycie za nie, a z drugiej chcia�aby, �eby wr�ci�o wszystko sprzed decyzji o zaj�ciu w ci���. T�skni�a do swojej samotno�ci. Nikt jej nie rozumia�. W momencie, gdy wspomina�a, �e ci�ko jej, to s�ysza�a "sp�jrz na nie i powiedz, czy nie warto by�o?". Czu�a si� oszukana powszechnym przekonaniem, �e ka�da kobieta jak ju� urodzi, to pokocha. By�a z�a, �e "wszystkich" pos�ucha�a. Nie wzi�a pod uwag�, �e mo�na by� tak zm�czonym. Bardzo si� ba�a, �e jest ju� jak jej matka. Nie pomaga�o jeszcze poczucie, �e ka�dy oczekuje, �e da sobie rad� tak dobrze jak wtedy, gdy mieszka�a z pij�cymi rodzicami. �e b�dzie odpowiedzialna, opanowana, bo zawsze sobie radzi�a. Mia�a mieszane uczucia. Najpierw czeka�a, a� c�rka uko�czy 3 miesi�ce, magiczny termin, kt�ry musia� min��, aby by�o fajnie. Ale to "fajnie" w jej g�owie nie nast�pi�o. Ogarnia�a j� rozpacz, �e to nigdy si� nie zmieni. Gdy min�� kolejny miesi�c i dwa dni poczu�a "co�", jak�� inn� wi�. Co� innego ni� tylko ciep�o i opieku�czo��, co� jakby ni� porozumienia. Doczeka�a si�.
Dziecko ma ponad rok i jest zupe�nie inaczej. Niepor�wnywalnie do czasu, gdy by�o zupe�nie ma�e. Chodzi i zaczyna m�wi�, nawet mo�na powiedzie�, �e si� dogaduj�. Teraz to ono przychodzi do niej si� przytuli�, niezdarnie poca�owa� w policzek. Ogarnia j� wtedy niesamowite uczucie rado�ci i dumy.
Jednak nie chcia�aby mie� kolejnego dziecka. Sama nie wie dlaczego, mo�e ta �wiadomo�� odpowiedzialno�ci, mo�e zm�czenie, wygoda? Mo�e zn�w zbyt wiele bolesnych wspomnie�, kt�re zacz�y powraca� wraz z pojawieniem si� c�rki... Widok tak bezbronnej istoty przywo�ywa� obraz ma�ego brata, le��cego przez wi�kszo�� dnia w w�zku. Pami�ta jego p�acz. Tylko ona do niego zagl�da�a, ale nikt go nie karmi�, nie przewija�. Le�a� samotny i g�odny. Bezsilno��, jak� wtedy czu�a, pami�ta do dzi�. Dlaczego wtedy nikt ich nie odebra� rodzicom? Czasami zastanawia�a si�, czy - jak by�a taka ma�a - to kto� j� przytula�? My�li te bardzo j� bola�y. �wiadomo��, �e rodzice nie zapewnili tak podstawowych rzeczy. Wyrz�dzili krzywd�, nie daj�c odrobiny poczucia bezpiecze�stwa. Krzywdy, kt�rej nie da si� cofn��, naprawi�. Teraz jest doros�a i zdarza si�, �e p�acze, nie potrafi�c poradzi� sobie z silnymi wspomnieniami. Nie chcia�aby, aby jej c�rka kiedykolwiek czu�a si� tak, jak ona wtedy.
Stara si� da� dziecku du�o ciep�a i mi�o�ci. Stara si� by� rozs�dna. Nigdy nie b�dzie idealna i nawet nie chce. Cho� czasami nie potrafi odnale�� si� w�r�d innych matek. Czuje si� taka niedojrza�a.
Mimo tego ma marzenie, nadziej�, �e kiedy� w dalekiej przysz�o�ci jej c�rka b�dzie chcia�a si� po prostu z ni� spotyka� i rozmawia�.


Zaw�d psycholog. Regulacje prawne i etyka zawodowa
Przekle�stwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej
Komunikacja niewerbalna. Autoprezentacja, relacje, mowa cia�a
Najwybitniejsze kobiety w psychologii XX wieku
Zrozumie� dziecko wykorzystywane seksualnie
B�D� NAJLEPSZ� WERSJ� SIEBIE
I �YLI D�UGO I SZCZʦLIWIE. Jak zbudowa� zwi�zek idealny?
DIAGNOZA W SOCJOTERAPII. Uj�cie psychodynamiczne
PEDOFILIA. 30 wywiad�w z pedofilami
W PU�APCE MY�LI Jak skutecznie poradzi� sobie z depresj�, stresem i l�kiem
Nie�mia�o��. Zmie� my�lenie i odwa� si� by� sob�
Zaburzenia psychosomatyczne w uj�ciu terapeutycznym
TEST DO BADANIA ROZUMIENIA MOWY U DZIECI I DOROS�YCH
Wszelkie prawa zastrze�one © Copyright 2001/2020 Psychotekst.pl - Psychotekst.com