

Nie lubi� sformu�owania "ofiara przemocy". S�owo "ofiara" kojarzy mi si� od razu na dwa sposoby.
Jeden to ofiara w znaczeniu "kto�, kto bezwolnie czeka, nie reaguje, daje si� krzywdzi�". Tzw. ofiara losu.
Drugi to ofiara sk�adana w ho�dzie czemu�, komu�. Tak, jak w czasach starego testamentu: oddaj mi syna, siebie, swoje �ycie. Ofiara zaufania, uwielbienia, oddania si� w imi� mi�o�ci. Mi�o�ci i uwielbienia do b�stwa, cesarza czy idei.
Obie te postawy maj� sens, ale tylko w jednym jedynym wypadku: gdy cz�owiek �wiadomie si� na to decyduje. S� w historii ludzie, kt�rzy zdecydowali si� nie broni�, gdy kto� atakuje, nie oddawa� cios�w, przyj�� to, co wydaje si� niemo�liwie do przyj�cia - �mier�, krzywdy. Zrobili to �wiadomie, mogli nie bra� tego na swoje barki. Mogli walczy�, oddawa� cios za cios, ale wybrali inn� drog�. Nie mo�na jednak proponowa� takiej drogi �yciowej ka�demu, a na pewno trzeba da� mo�liwo�� wyboru.
Cierpienie cierpliwe, z wyboru, niesie dla cierpi�cego jak�� wa�n� warto�� - daje obraz wytrzyma�o�ci, po�wi�cenia. Podtrzymuj� to komunikaty: "cierp w milczeniu", "taki jest tw�j los", "taki w og�le jest los", "po�wi�� si�", "�ycie jest ci�kie i nie uciekniesz od tego, co niesie, wi�c nie bro� si�, tylko podporz�dkuj swoje marzenia, cele i plany innym".
Jest to pewna filozofia �yciowa, ale przed wej�ciem na tak� �cie�k� warto dokona� �wiadomego wyboru.
Problem w tym, �e to jest najgorszy fragment tej historii. Wyrwany z kontekstu - s�u�y podkre�laniu bezwolno�ci, niemocy, s�abo�ci i konieczno�ci zniesienia tego, co przychodzi. Wycinany jest moment wyboru.
Sytuacja przemocy jest straszliw� karykatur� tych postaw. Sprawca l�duje na piedestale wszechmocnego pana, osoba do�wiadczaj�ca przemocy - na poziomie bezwolnego s�ugi. Ta przepa�� pog��bia si� ka�dego dnia z powodu dzia�a� sprawcy.
Osoby do�wiadczaj�ce przemocy w pewnym sensie znalaz�y si� w swojej sytuacji bez w�asnej decyzji. Nie tak wyobra�a�y sobie swoje �ycie, nie tak mia�o ono wygl�da�. Nie ma w nich zgody na taki los, jaki je dotyka. Cierpi�, cho� tego nie chc�. Ale jak�e trudno jest im wydosta� si� z zakl�tego kr�gu przemocy. Dlaczego? Co dzieje si� w g�owie i sercu osoby, kt�ra jest poni�ana, bita, upokarzana?
Do�wiadczaj�cy przemocy o sobie my�li �le. Czasem nawet nie my�li o tym za wiele, bo nie ma na to czasu, tak bardzo poch�aniaj�ce jest kombinowanie, jak si� ochroni�, jak nie rozdra�ni� sprawcy.
Niskie poczucie w�asnej warto�ci to nieod��czny towarzysz. Wspierane przez komunikaty sprawcy: "jeste� beznadziejna/y", "nic nie umiesz", "ty szmato!", itp.
Poczucie braku skuteczno�ci jest zwi�zane z wieloma nieudanymi pr�bami powstrzymania przemocy, ochronienia siebie. Im wi�cej tych pr�b, tym silniejsze przekonanie, �e nic si� nie da zrobi�, �e nawet boska si�a nie pomo�e.
Bezsilno�� podkre�laj� nieskuteczne interwencje policji, nieudane pr�by uzyskania pomocy, cz�sto sabotowane przez pokrzywdzon� osob�. Ro�nie poczucie, �e sprawca jest absolutnie wszechmocny i nie ma mo�liwo�ci powstrzymania go.
Osoba do�wiadczaj�ca przemocy my�li, �e:
Jest na to skazana, bo nie wie, co robi�. Nikt jej nie pom�g�, a nie umie odej�� sama. Nie widzi wyj�cia z sytuacji.
Zas�uguje na takie traktowanie, bo jest g�upia, z�a, leniwa, puszczalska i wszystko to, co m�wi o niej sprawca. Nie ma w�asnego zdania na sw�j temat, ca�kowicie "kupi�a" sw�j obraz siebie od sprawcy, nawet zaczyna zachowywa� si� tak, jakby by�a to prawda o niej - cho� naprawd� jest inn� osob�.
Gdyby by�a lepsza/m�drzejsza/�adniejsza/wi�cej zarabia�a/bardziej si� stara�a - to nie by�aby bita, poni�ana, gwa�cona we w�asnym domu. Starania "bycia lepsz�" niestety nic nie daj�, bo nie o to chodzi. To nie niedoskona�o�� ofiary powoduje ataki, tylko skrzywiona psychika sprawcy.
On jest wszechmocny i zrobi co chce, ma znajomych prawnik�w, policjant�w, ma pieni�dze i za�atwi to, co zechce.
Nigdy nie ucieknie sprawcy - on j� dogoni, ukarze za ucieczk�. Zreszt�, dok�d tu i��, gdy ma si� tak niskie poczucie w�asnej warto�ci? Przecie� sprawca robi co mo�e, aby powsta� u ofiary obraz osoby niezdarnej i do niczego. Ona wierzy, �e nie poradzi sobie.
Sprawca zrobi z ni�, co zechce i nikt jej nie pomo�e.
Uwa�a, �e jest beznadziejna, bo nie radzi sobie nawet we w�asnym domu z w�asnym m�em.
Nie ma perspektyw - zar�wno tych dobrych jak i z�ych. Nie potrafi i nie chce my�le�, co b�dzie dalej. To forma ochrony przed koszmarem, kt�ry jest przewidywalny - kolejnym biciem czy wrzaskami. Jedyne, co przychodzi na my�l, to: "gorzej ju� nie mo�e by�".
�wiat nie jest sprawiedliwy i rz�dz� nim jakie� dziwne, ukryte prawa, kt�rych ona nie rozumie. Rz�dzi silniejszy, a racje s�abszych nie s� brane pod uwag�.
Tylko ja to prze�ywam, jestem z tym sama - rosn�ce poczucie wyizolowania z otoczenia utrudnia kontakty mog�ce da� wsparcie, pomoc.
Nie wyobra�a sobie innej sytuacji, bo sprawca ci�gle m�wi "i tak masz tu za dobrze" - czyli powinna to znosi�. W og�le nie ma czasu na wyobra�anie sobie czegokolwiek.
Marzy o chwili spokoju, bezpiecze�stwa. Jak o wakacjach na Hawajach - aby cho� na chwil� wyrwa� si� z paskudnej, koszmarnej codzienno�ci.
Ma poczucie b��dnego ko�a - znik�d ratunku, znik�d pomocy, szkoda na to wszystko czasu i energii, tak potrzebnej do prze�ycia kolejnego dnia. Dr�czy j� poczucie zagubienia, utraty kierunku, celu, sensu �ycia. Cierpi z braku perspektyw, sensownych i rzeczowych plan�w na przysz�o��, pozostaj� jej jedynie puste marzenia typu: "kiedy� b�dzie dobrze".
Ma dr�cz�ce poczucie niejasno�ci sytuacji, rozmytych granic, co trzeba a czego nie wolno, za co dzi� b�dzie bicie a za co nie. Oczywi�cie te "zasady" zmieniaj� si� z minuty na minut�, w zale�no�ci od humoru sprawcy. To z kolei buduje ogromny l�k.
Brak solidarno�ci z innymi krzywdzonymi, przekonanie o tym, �e jest si� absolutnie samemu w tej sytuacji, ci�gle pog��bia kryzys.
Zdarza si� tak�e, �e osoby do�wiadczaj�ce przemocy bardzo surowo os�dzaj� inne ofiary przemocy - "to jej wina, �e on j� bije". Nie wspieraj� si� nawzajem, nie broni�. Staj� nawet czasem po stronie sprawcy - jest to spowodowane pr�b� nadania sensu temu, co dzieje si� z nimi samymi. Jest to pr�ba szukania rozwi�za�, odpowiedzi na pytanie: czemu akurat ja? Co takiego zrobi�am, �e mnie bije, krzywdzi? Oskar�aj�c inn� bit� kobiet� o lenistwo czy niemoralne prowadzenie si� ofiary pr�buj� wnie�� troch� porz�dku do tego szalonego �wiata, kt�ry je otacza. Pr�buj� pokaza� sobie, �e sprawca ma swoje powody by bi�. A to nieprawda, bo �aden pow�d nie jest wystarczaj�cy, aby stosowa� przemoc wobec bliskich.
Wszystkie te my�li i przekonania nie ko�cz� si� automatycznie wraz z przerwaniem przemocy, gdy nast�puje fizyczna izolacja do�wiadczaj�cego przemocy od sprawcy. Nawet �mier� sprawcy czy osadzenie go w wi�zieniu nie powoduje automatycznego przerwania takiego toku my�lenia u ofiary. Umys� osoby do�wiadczaj�cej przemocy tak d�ugo by� naginany do potrzeb sprawcy, �e czasem powstaje wra�enie, jakby bardziej s�ucha� sprawcy ni� swojego "w�a�ciciela". Tak d�ugo obowi�zywa� kodeks sprawcy, �e teraz trudno jest takiej osobie "odzyska� siebie". Trzeba na to czasu i pozytywnych do�wiadcze�, kt�re pomog� zbudowa� inny ni� dotychczas obraz siebie.

Zaw�d psycholog. Regulacje prawne i etyka zawodowa
Przekle�stwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej
Komunikacja niewerbalna. Autoprezentacja, relacje, mowa cia�a
Najwybitniejsze kobiety w psychologii XX wieku
Zrozumie� dziecko wykorzystywane seksualnie
B�D� NAJLEPSZ� WERSJ� SIEBIE
I �YLI D�UGO I SZCZʦLIWIE. Jak zbudowa� zwi�zek idealny?
DIAGNOZA W SOCJOTERAPII. Uj�cie psychodynamiczne
PEDOFILIA. 30 wywiad�w z pedofilami
W PU�APCE MY�LI Jak skutecznie poradzi� sobie z depresj�, stresem i l�kiem
Nie�mia�o��. Zmie� my�lenie i odwa� si� by� sob�
Zaburzenia psychosomatyczne w uj�ciu terapeutycznym
TEST DO BADANIA ROZUMIENIA MOWY U DZIECI I DOROS�YCH
Wszelkie prawa zastrze�one © Copyright 2001/2020 Psychotekst.pl - Psychotekst.com